niedziela, 13 lipca 2014

Rozdział 8

Ciemność. Dookoła była ciemność. Nie mógł ruszyć nawet palcem. Cholera! Słyszał tylko głosy na które nie mógł odpowiedzieć.
-Laxus?
-Jeszcze śpi Erzo. Jak skończymy rozgrywkę trzeba go wziąć do Wendy.
Przegrał? Tak .Jak mógł dać się tak łatwo pokonać takiemu smarkaczowi! Trudno. Jak wydobrzeje to zrobi go na kwaśne jabłko. Ale się napaliłem!
-Dobra, koniec tych pogaduszek.-Znikąd wyrósł Ino-czas na walkę! Gajell kontra Youmiko!
Wezwani wstali posłusznie i wyszli. Kiedy znaleźli się na arenie, dziewczyna spojrzała na żelaznego zabójce.
-Będziesz bić kobietę? Bądź dżentelmenem i poddaj się kochaniutki.
-Spadaj. Dziewczyna czy dziecko-nie ma to znaczenia. Zadarłaś z naszą gildią i spotka Cię kara. Tetsuryu kon!

Pięścią trafił przeciwniczkę prosto w brzuch. Odleciała do tyłu, a z jej ust polała się krew.
-Więc tak się będziemy bawić, Gajell? Dobrze...
Wokół niej pojawiła się czarna poświata. Gajell patrzył na nią i nie wiedział o co chodzi. Po chwili zamiast Youmiko pojawił się Lili.
-Gi-hi! Magia podmiany co? bezużyteczne.
-Przekonamy się.
Dziewczyna w postaci kota, szybko znalazła się obok Gajella i uderzyła go w udo. Szybko się zrekompensował i uderzył w jej twarz nogą. Poleciała na ziemie.
-Tetsuryu no Hoko!

Atak wycelował w wroga. Na całym ciele pojawiły się rany. Popatrzyła na niego z nienawiścią. Zaraz wokół niej pojawiła się czarna poświata i zamieniła się w...Makarova.
-Bez jaj.
Tymczasem prawdziwy mistrz patrzał na swojego sobowtóra dziwnym wzrokiem.
-Mistrzu...-spytał Gray-wszystko okej?
-Tak, tylko-mistrz podrapał się po głowie-nie wiedziałem, że jestem taki sexi! Pewnie dlatego tyle panienek koło mnie się kręci.
Wszystkim z Fairy Tail szczęka opadła po samą ziemie. Dosłownie...
Ale wróćmy do walki. Youmiko w postaci dziadka powiększyła swoją rękę i chciała uderzyć Gajella w głowę ale chybiła. On tymczasem wykonał kolejny atak.
-Tetsuryuken!


(nie zwracajcie uwagi na Natsu w tle :) )
W jednym momencie w powiększonej ręce przeciwnika pojawił się ogromy miecz. Youmiko zawyła z bólu, ale zaraz wokół niej ponownie pojawiła się czarna poświata. Tym razem Gajell nie spodziewał się,że zamieni się w...Levy.
-Gajell...-powiedziała podróba Levy...a może nie?-co ja tu robię?
-L-levy?-Gajell stał zdezorientowany, a po chwili upadł na kolana. Wiedział, że to wróg ale nie potrafił jej zaatakować. Coś go powstrzymywało. Może to było to, że wyglądała jak osoba, którą kocha? Tak.kochał Levy i już to wiedział. Nie mógł jej zaatakować nie potrafił. Jego umysł myślał, że to jego Levy. Ta słodka, mała istotka. Do jego uszu dostał się przeraźliwy śmiech. Kiedy podniósł głowę okazało się, że to sobowtór Levy. Czar prysł. Wiedział,że ona by się tak nie zaśmiała i nie patrzyła na niego TYM wzrokiem. Wstał.
- Tetsuryu no Uroko!

Chciał zadać atak ale było za późno. Youmiko wykorzystała magie Levy i napisała w powietrzu napis "rdzeń". Gajell nie miał szans uniku. Całe jego ciało pokryło się w rdzeni. Na koniec zamiast Levy pojawił się znów Lili. Podchodziła do niego szybkim tempem. Gajell chciał się uwolnić ale nie potrafił. Rdzeń była zbyt mocna. Przeciwniczka nie szczędziła w ciosach. W końcu był nie zdolny do walki.
-Powiem Ci coś-szepnęła Youmiko ale smoczy zabójca słyszał ją doskonale.-Moja magia polega na kopiowaniu ważnych osób przeciwnika. Mogę zamienić się w ich i mogę skopiować ich umiejętności. Nie masz szans z siłą miłości, wiesz?
Już chciała iść kiedy odwróciła się.
-Aha i jeszcze jedno...2:1 dla "Dark People"
-Nie...tak...szybko.
Yumiko zaskoczona odwróciła się. Nie zdążyła jednak nic powiedzieć, bo dostała w twarz i upadła.
-Gi-hi...i kto tu przegrał?
-Ty...-dziewczyna patrzyła na niego z nienawiścią. Po chwili jednak uśmiechnęła się.-Ale i tak punkty wędrują do nas.
-Co ty pierdolisz?! Przecież Cię pokonałem!
-Ale ja byłam pierwsza.
Makarov patrzył na nich to na Ino.
-Kto wygrał?-spytał się mistrz.
-Oczywiście,że "Dark People"! Youmiko pierwsza go wykończyła.
-Ale Gajell zaraz ją pokonał!
-STOP!-krzykła Erza. Obaj mistrzowie przestali się kłócić.-Znam sposób jak to rozstrzygnąć!
-Co to?-spytał Natsu. Był pewien,że Erza wymyśliła coś strasznego. Pewnie będzie dużo krwi, jak to na Erze przystało!
-Więc...będziemy...rzucać monetą!-powiedziawszy to przybrała minę niewiniątka i pokazała monetę.
-Ty se jaja robisz?!-spytał wkurzony Natsu-Jak moneta ma roztszygnąć coś tak ważnego!?
-Sprzeciwiasz mi się,Natsu?!
-N-nie...Zaczynajmy!
Wszyscy wyszli na arene i przedstawili swój plan. Nie przyjął się za dobrze ale kiedy okazało się,że to pomysł Erzy przyjęli to z entuzjazmem. Ino wybrał resztę, a Makarov orła. Wszyscy patrzyli w oczekiwaniu jak Erza trzyma monete. Prócz jednej osoby, której brak zauważył Natsu. Była to Lucy. Siedziała na ławce i patrzyła gdzieś w przestrzeń. Dziwiło go to ale jego przemyślenia (O_o on myśli! Ludzie cud!) przerwało uderzenie monety o podłoge. Nadszedł ten moment.Wyszedł orzeł czy reszka? Punkty wędrują do Fairy Tail czy Dark People? Eraz podniosła poważny wzrok na wszystkich tu obecnych.
-Punkty dostaje...

♥♥♥

Ok,jakoś się wyrobiłam i dodałam :P

2 komentarze:

  1. Jak możesz kończyć w takim momencie. To jest zły nawyk. Nie ładnie tak kończyć. Rozdział ogólnie fajny.
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. Wenki życzę.

    OdpowiedzUsuń